Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Wojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Żydówka, tożsamość nieznana. Przez kilka miesięcy zajmowała się pomocą przy zakwaterowaniu Żydów na terenie Szczawnicy i innych miejscowości na Podhalu. Miała tzw. „wygląd aryjski”, dlatego mogła skutecznie działać. Skrót listu: „Po ucieczce z Niemiec przy końcu roku 1942, gdzie byłem wywieziony na roboty za ucieczkę na Węgry, koledzy wciągnęli mnie do ruchu partyzanckiego. Po wyzwoleniu dowiedziałem się, że to było AK i zmuszony byłem uciekać z rejonu Podhala gdzie partyzantka działała do 1950 roku i tak zostałem na Pomorzu, gdzie z wielu powodów nie byłem w stanie ujawniać mej działalności okupacyjnej. Szefostwo tej organizacji skierowało mnie do sekcji przerzutu Żydów z uwagi na mój wygląd (góralski- szczupła sylwetka, krzywy nos, znajomość niemieckiego) pasował do getta żydowskiego. Często wchodziłem do getta w Krakowie, Bochni, mniej w Tarnowie, często w Dębicy, zakładając opaskę z gwiazdą lub w przebraniu za kominiarza, co mi się przez dłuższy czas udawało. Przed zaplanowanymi akcjami deportacji Żydów, na przykład z getta Krakowskiego, robiło się przeżuty do Bochni lub Tarnowa i odwrotnie. Dopiero ostatnia akcja likwidacyjna obejmowała wszystkie getta w tej samej dacie. Do przerzutu Żydów przeważanie na Węgry, ja z Bochni odbierałem ich ze szkół, w których pracowali przeważnie w Warsztatach krawieckich i zostawali na noc nie odchodząc do getta. O zmroku zabierało się ich na dworzec kolejowy, a następnie przez Tarnów pociągiem do Piwnicznej, gdzie przekazywano ich dalszym kurierom. W Bochni szefem gestapo był starszy Niemiec, który początkowo zatrudniał nawet Żyda kierowcę. Był on wyjątkowo łagodnego usposobienia. W Bochni warsztaty dla kilkuset Żydów zorganizował Żyd, którego nazwiska dokładnie nie pamiętam. Mogło to być nazwisko Grajwer. Chodził on bez opaski wszędzie, często decydował o przerzutach Żydów. Nie wiem, czy się uratował, bo widziano go z opaską, kiedy getto było likwidowane przez Łotyszów, czy Estończyków i SS. W Krakowie Żydzi byli prowadzeni po zamknięciu getta do pociągu towarowego w Płaszowie. Po drodze dochodziło do masakry uciekających Żydów. My uratowanych ochranialiśmy i dostarczaliśmy do granicy czeskiej. Stykałem się też z Żydami, którzy uciekli przez okno w wagonie towarowym podczas transportu do Bełżca. Natomiast w Dębicy szefem gestapo był Gabler, wyjątkowy sadysta, osobiście zastrzelił kilkaset ludzi, przeważnie Żydów. Przetrzymywał w swojej willi w piwnicy, a następnie, po wypuszczeniu n łąkę przed dworcem kolejowym urządzał polowanie. Z Dębicy odbierałem Żydów, którzy byli załadowani na lokomotywę za węglem (tender). Żydzi z getta dębickiego pracowali przy budowie warsztatów kolejowych z pustaków. Żydzi byli najpierw zakwaterowani w mieszkaniu wysiedlonego boksera Lewandowskiego z Inowrocławia. Za Dębicą w kierunku Tarnowa był przystanek Czarna, gdzie ja Żydów odbierałem i wprowadzałem do wagonu osobowego, aby dostarczyć ich przez Tarnów do granicy. Dębica, to było najbardziej niebezpieczne getto z uwagi, że niedaleko getta w willi mieszkał gestapowiec Gabler ze swoim pomocnikiem. W tym wyjątkowo zagrożonym getcie Żydzi wypełniali kenkarty i dowody kolejarskie. Dlatego często przyjeżdżałem do Dębicy z drukami kenkart i dowodów kolejarskich. Następnie wchodziłem przez studnię o średnicy 2m. Przez środek tej studni usytuowane były druty kolczaste- ogrodzenie, gdyż wodę czerpali tak Żydzi jak i Polacy. Ja musiałem wejść do tej studni i pod drutami przedostać się na stronę getta, następnie założyć opaskę z gwiazdą. W odległości około 30 m od tej studni znajdował się budynek z czerwonej cegły, gdzie czekałem na wypełnienie przyniesionych druków i przyklejenie zdjęć. Po dwóch, trzech godzinach tą samą drogą musiałem udać się poza getto. Wypełnione dowody dostarczałem do Krakowa, dzielnica Kazimierz Ip. Późną jesienią 1943 roku wracając z dowodami do studni, spostrzegłem, że w jednym z okien, po katolickiej stronie stoi kobieta i macha ręką dając mi do zrozumienia, że grozi mi niebezpieczeństwo. W tej sytuacji już nie mogłem się wycofać, gdyż getto w Dębicy było małe i łatwo było w nim każdego złapać. Kopertę z dowodami wyjąłem z kieszeni płaszcza i rzuciłem niepostrzeżenie obok studni. Następnie spuściłem w studni łańcuch i przedostałem się na drugą stronę. Zaraz po wyjściu podszedł do mnie znany mi z widzenia pomocnik szefa gestapo, ślązak, gdyż taką gwarą mówił, skuł mi ręce łańcuchem i zaprowadził do więzienia przy sądzie. Wywnioskowałem, że Gabler jest nieobecny dlatego zaprowadził mnie skutego do sądu po prawej stronie, w stronę Rzeszowa. W sądzie kazał mnie wpisać do rejestru zatrzymanych, a następnie zaprowadził mnie do małej celi usytuowanej po prawej stronie, gdzie przebywało około 8-miu więźniów, tak że nie było miejsca nawet na spanie. Wszelkiego rodzaju robactwa było pełno. Wśród więźniów był jeden skuty, z którego współwięźniowie popruli ubranie, aby zmienić je na byle jakie szmaty, bo był przewidziany do rozstrzelania. Po tygodniu przyszedł po mnie pomocnik Gablera i zaprowadził do willi, w której urzędowali. Uratowała mnie karteczka, w której miałem podany adres bez nr tylko określenie sylwetki domu. Tłumaczyłem im, że miałem odebrać kosztowności z getta i od mieszkańców domu, który mi opisano bez podania dokładnego adresu. W końcu uzgodnili, że ja będę szedł przed nimi i po wejściu do tego domu oni wejdą za mną. Nie zdradziłem się, że znam język niemiecki, a z ich wypowiedzi jednoznacznie wynikało, że będę rozstrzelany. Sugerowałem im, że na terenie Dębicy jest dużo rodzin, które przechowują kosztowności i inne drogie rzeczy. To chciwość kazała im łagodniej mnie traktować. Wyszliśmy z willi, ja szedłem pierwszy, a oni za mną. Po przejściu rynku, szedłem drogą w stronę Pilzna-Tarnowa. Droga ta była w przebudowie i miejscami podwyższona, gdyż była to droga strategiczna na wschód. Zaplanowałem ucieczkę. Szedłem tak dość daleko, w pewnej odległości przed laskiem spostrzegłem dom z zielono pomalowaną werandą. Był to jeden z ostatnich domów. Przyspieszyłem kroku i po przejściu drogi, która w tym miejscu była podwyższona i jeszcze nie wykończona, a jej pobocze stwarzało trudności z zejściem. Energiznie i szybko i obok werandy skręciłem w ogród, następnie biegiem przesadziłem płot i laskiem obok fabryki opon pobiegłem w stronę Wisłoki. Ponieważ Kraków uznał, iż na terenie Dębicy jestem spalony przeniesiono mnie do miejscowości Kazimierza Wielka, ówczesne woj. Miechów, aby tam na posadzie kierowcy w spółdzielni Rolnik, działając doczekać się końca wojny. Przeżuty Żydów obejmowały przeważnie jedną, dwie, najwyżej cztery osoby, nie znałem ich nazwisk, bo uleciały mi z pamięci. Byli między nimi wielcy biznesmeni, naukowcy itp. Załączam zdjęcia, które się zachowały. Opis ludzi na tych zdjęciach jest następujący. I. Fotografia, na której jestem ja przed budynkiem w Bochni, gdzie pracowali Żydzi i skąd również odbierałem ich do przerzutu. II. Żydówka, której nazwiska ani bliższych danych nie pamiętam. Przez kilka miesięcy zajmowała się pomocą przy zakwaterowaniu Żydów na terenie Szczawnicy i innych miejscowości na Podhalu. Miała wygląd aryjski, to się jej udawało. Jej narzeczony Żyd jest na zdjęciu nr 3. III. Zdjęcie to przedstawia pięć osób, w tym troje to Żydzi. Zrobione przy granicy Czechosłowackiej. Osoba nr 1 to Żyd, główny organizator sporządzania dowodów (kenkart- dowody kolejarskie) przebrany w mundurze kolejarskim. Zatrudniony był w Dębicy jako elektryk przez co miał wstęp do gestapo. Podczas mego aresztowania na drugi dzień przyprowadzony, skuty do mojej celi, lecz zaraz zabrany, abyśmy się nie kontaktowali. Osoba 2 to partyzantka z Podhala. Dostała 10 lat. Mieszka w Nowym Targu. Osoba 3 to opisana w pozycji II. Osoba 4 to Żyd w mundurze kolejarskim współdziałający w przerzutach. Osoba 5 to ja”. Jan Szkarłat, Bydgoszcz.

Słowa kluczowe

Getto, Holokaust, II wojna światowa, Kobieta, Ratowanie

Osoby na zdjęciu

Jan Szkarłat

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0211_0002
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Miasto: Szczawnica
Darczyńca: Jan Szkarłat
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X