Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Wojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Zdjęcie to przedstawia pięć osób, w tym troje to Żydzi. Zostało zrobione przy granicy czechosłowackiej w czasie drugiej wojny światowej. Osoba oznaczona numerem 1 to Żyd, główny organizator sporządzania dowodów (kenkart) przebrany w mundurze kolejarskim. Zatrudniony był w Dębicy jako elektryk, przez co miał wstęp do gestapo. Podczas aresztowania Jana Szkarłata, który przekazał to zdjęcie, został na drugi dzień przyprowadzony skuty do jego celi, ale zaraz zabrany, żeby się nie kontaktowali. Osoba 2 to kobieta należąca do partyzantki z Podhala. Dostała 10 lat. Mieszkała w Nowym Targu. Osoba nr 3 to Żydówka, która organizowała kryjówki dla Żydów w Szczawnicy i okolicach. Poruszała się swobodnie dzięki aryjskiemu wyglądowi. Osoba 4 to Żyd w mundurze kolejarskim współdziałający w przerzutach. Osoba 5 to Jan Szkarłat. Jan Szkarłat wyprowadzał Żydów z getta w Krakowie, Bochni, Dębic i Tarnowie, a następnie pomagał im w ucieczce na Węgry. Skrót listu: „Po ucieczce z Niemiec przy końcu roku 1942, gdzie byłem wywieziony na roboty za ucieczkę na Węgry, koledzy wciągnęli mnie do ruchu partyzanckiego. Po wyzwoleniu dowiedziałem się, że to było AK i zmuszony byłem uciekać z rejonu Podhala gdzie partyzantka działała do 1950 roku i tak zostałem na Pomorzu, gdzie z wielu powodów nie byłem w stanie ujawniać mej działalności okupacyjnej. Szefostwo tej organizacji skierowało mnie do sekcji przerzutu Żydów z uwagi na mój wygląd (góralski- szczupła sylwetka, krzywy nos, znajomość niemieckiego) pasował do getta żydowskiego. Często wchodziłem do getta w Krakowie, Bochni, mniej w Tarnowie, często w Dębicy, zakładając opaskę z gwiazdą lub w przebraniu za kominiarza, co mi się przez dłuższy czas udawało. Przed zaplanowanymi akcjami deportacji Żydów, na przykład z getta Krakowskiego, robiło się przeżuty do Bochni lub Tarnowa i odwrotnie. Dopiero ostatnia akcja likwidacyjna obejmowała wszystkie getta w tej samej dacie. Do przerzutu Żydów przeważanie na Węgry, ja z Bochni odbierałem ich ze szkół, w których pracowali przeważnie w Warsztatach krawieckich i zostawali na noc nie odchodząc do getta. O zmroku zabierało się ich na dworzec kolejowy, a następnie przez Tarnów pociągiem do Piwnicznej, gdzie przekazywano ich dalszym kurierom. W Bochni szefem gestapo był starszy Niemiec, który początkowo zatrudniał nawet Żyda kierowcę. Był on wyjątkowo łagodnego usposobienia. W Bochni warsztaty dla kilkuset Żydów zorganizował Żyd, którego nazwiska dokładnie nie pamiętam. Mogło to być nazwisko Grajwer. Chodził on bez opaski wszędzie, często decydował o przerzutach Żydów. Nie wiem, czy się uratował, bo widziano go z opaską, kiedy getto było likwidowane przez Łotyszów, czy Estończyków i SS. W Krakowie Żydzi byli prowadzeni po zamknięciu getta do pociągu towarowego w Płaszowie. Po drodze dochodziło do masakry uciekających Żydów. My uratowanych ochranialiśmy i dostarczaliśmy do granicy czeskiej. Stykałem się też z Żydami, którzy uciekli przez okno w wagonie towarowym podczas transportu do Bełżca. Natomiast w Dębicy szefem gestapo był Gabler, wyjątkowy sadysta, osobiście zastrzelił kilkaset ludzi, przeważnie Żydów. Przetrzymywał w swojej willi w piwnicy, a następnie, po wypuszczeniu n łąkę przed dworcem kolejowym urządzał polowanie. Z Dębicy odbierałem Żydów, którzy byli załadowani na lokomotywę za węglem (tender). Żydzi z getta dębickiego pracowali przy budowie warsztatów kolejowych z pustaków. Żydzi byli najpierw zakwaterowani w mieszkaniu wysiedlonego boksera Lewandowskiego z Inowrocławia. Za Dębicą w kierunku Tarnowa był przystanek Czarna, gdzie ja Żydów odbierałem i wprowadzałem do wagonu osobowego, aby dostarczyć ich przez Tarnów do granicy. Dębica, to było najbardziej niebezpieczne getto z uwagi, że niedaleko getta w willi mieszkał gestapowiec Gabler ze swoim pomocnikiem. W tym wyjątkowo zagrożonym getcie Żydzi wypełniali kenkarty i dowody kolejarskie. Dlatego często przyjeżdżałem do Dębicy z drukami kenkart i dowodów kolejarskich. Następnie wchodziłem przez studnię o średnicy 2m. Przez środek tej studni usytuowane były druty kolczaste- ogrodzenie, gdyż wodę czerpali tak Żydzi jak i Polacy. Ja musiałem wejść do tej studni i pod drutami przedostać się na stronę getta, następnie założyć opaskę z gwiazdą. W odległości około 30 m od tej studni znajdował się budynek z czerwonej cegły, gdzie czekałem na wypełnienie przyniesionych druków i przyklejenie zdjęć. Po dwóch, trzech godzinach tą samą drogą musiałem udać się poza getto. Wypełnione dowody dostarczałem do Krakowa, dzielnica Kazimierz Ip. Późną jesienią 1943 roku wracając z dowodami do studni, spostrzegłem, że w jednym z okien, po katolickiej stronie stoi kobieta i macha ręką dając mi do zrozumienia, że grozi mi niebezpieczeństwo. W tej sytuacji już nie mogłem się wycofać, gdyż getto w Dębicy było małe i łatwo było w nim każdego złapać. Kopertę z dowodami wyjąłem z kieszeni płaszcza i rzuciłem niepostrzeżenie obok studni. Następnie spuściłem w studni łańcuch i przedostałem się na drugą stronę. Zaraz po wyjściu podszedł do mnie znany mi z widzenia pomocnik szefa gestapo, ślązak, gdyż taką gwarą mówił, skuł mi ręce łańcuchem i zaprowadził do więzienia przy sądzie. Wywnioskowałem, że Gabler jest nieobecny dlatego zaprowadził mnie skutego do sądu po prawej stronie, w stronę Rzeszowa. W sądzie kazał mnie wpisać do rejestru zatrzymanych, a następnie zaprowadził mnie do małej celi usytuowanej po prawej stronie, gdzie przebywało około 8-miu więźniów, tak że nie było miejsca nawet na spanie. Wszelkiego rodzaju robactwa było pełno. Wśród więźniów był jeden skuty, z którego współwięźniowie popruli ubranie, aby zmienić je na byle jakie szmaty, bo był przewidziany do rozstrzelania. Po tygodniu przyszedł po mnie pomocnik Gablera i zaprowadził do willi, w której urzędowali. Uratowała mnie karteczka, w której miałem podany adres bez nr tylko określenie sylwetki domu. Tłumaczyłem im, że miałem odebrać kosztowności z getta i od mieszkańców domu, który mi opisano bez podania dokładnego adresu. W końcu uzgodnili, że ja będę szedł przed nimi i po wejściu do tego domu oni wejdą za mną. Nie zdradziłem się, że znam język niemiecki, a z ich wypowiedzi jednoznacznie wynikało, że będę rozstrzelany. Sugerowałem im, że na terenie Dębicy jest dużo rodzin, które przechowują kosztowności i inne drogie rzeczy. To chciwość kazała im łagodniej mnie traktować. Wyszliśmy z willi, ja szedłem pierwszy, a oni za mną. Po przejściu rynku, szedłem drogą w stronę Pilzna-Tarnowa. Droga ta była w przebudowie i miejscami podwyższona, gdyż była to droga strategiczna na wschód. Zaplanowałem ucieczkę. Szedłem tak dość daleko, w pewnej odległości przed laskiem spostrzegłem dom z zielono pomalowaną werandą. Był to jeden z ostatnich domów. Przyspieszyłem kroku i po przejściu drogi, która w tym miejscu była podwyższona i jeszcze nie wykończona, a jej pobocze stwarzało trudności z zejściem. Energiznie i szybko i obok werandy skręciłem w ogród, następnie biegiem przesadziłem płot i laskiem obok fabryki opon pobiegłem w stronę Wisłoki. Ponieważ Kraków uznał, iż na terenie Dębicy jestem spalony przeniesiono mnie do miejscowości Kazimierza Wielka, ówczesne woj. Miechów, aby tam na posadzie kierowcy w spółdzielni Rolnik, działając doczekać się końca wojny. Przeżuty Żydów obejmowały przeważnie jedną, dwie, najwyżej cztery osoby, nie znałem ich nazwisk, bo uleciały mi z pamięci. Byli między nimi wielcy biznesmeni, naukowcy itp. Załączam zdjęcia, które się zachowały. Opis ludzi na tych zdjęciach jest następujący. I. Fotografia, na której jestem ja przed budynkiem w Bochni, gdzie pracowali Żydzi i skąd również odbierałem ich do przerzutu. II. Żydówka, której nazwiska ani bliższych danych nie pamiętam. Przez kilka miesięcy zajmowała się pomocą przy zakwaterowaniu Żydów na terenie Szczawnicy i innych miejscowości na Podhalu. Miała wygląd aryjski, to się jej udawało. Jej narzeczony Żyd jest na zdjęciu nr 3. III. Zdjęcie to przedstawia pięć osób, w tym troje to Żydzi. Zrobione przy granicy Czechosłowackiej. Osoba nr 1 to Żyd, główny organizator sporządzania dowodów (kenkart- dowody kolejarskie) przebrany w mundurze kolejarskim. Zatrudniony był w Dębicy jako elektryk przez co miał wstęp do gestapo. Podczas mego aresztowania na drugi dzień przyprowadzony, skuty do mojej celi, lecz zaraz zabrany, abyśmy się nie kontaktowali. Osoba 2 to partyzantka z Podhala. Dostała 10 lat. Mieszka w Nowym Targu. Osoba 3 to opisana w pozycji II. Osoba 4 to Żyd w mundurze kolejarskim współdziałający w przerzutach. Osoba 5 to ja”. Jan Szkarłat, Bydgoszcz.

Słowa kluczowe

Getto, Holokaust, II wojna światowa, Kobieta, Mężczyzna, Ratowanie, Zdjęcie grupowe

Osoby na zdjęciu

Jan Szkarłat

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0211_0003
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Darczyńca: Jan Szkarłat
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X