Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Przedwojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Nie byłam na ślubie siostry. Nie mogłam, bo zaszłam w ciążę z Polakiem i rodzina mnie wyklęła. Ale Franka podobno płakała, że mnie nie ma. Mówiło się na nią Franka, chociaż naprawdę miała na imię Frajda, co po żydowsku znaczy »radość«. Dostała takie imię, dlatego, że była pierwszym dzieckiem w rodzinie. Następna byłam ja - Gina Miriam, potem Noemi, czyli Ninka (wspaniały sopran koloraturowy), Dawid i Wolf. Nasz ojciec Israel Lejb Fajgenbaum miał wyższe wykształcenie religijne, skończył słynną jesziwę w Łomży. Pisał artykuły do hebrajskiej gazety »Hacefira« podpisując się Eic Tanew. Kiedy jednak miał założyć rodzinę, otworzył sklep z wyrobami skórzanymi. Wesele rodziców odbyło się w restauracji dziadka Eliasza Odonera na Pradze, na rogu Wrzesińskiej i Brukowej. Trwało trzy dni i trzy noce. Sklep ojca był w dobrym punkcie - na Targowej 41. Ale wielkiego dochodu i tak z niego nie było, bo ojciec należał do charytatywnego stowarzyszenia Linas Hacedek, które miało na Ząbkowskiej 15a bezpłatną przychodnię dla biednych, i tam był stale zajęty. W czasie wojny cała moja rodzina poszła do getta. Tylko ja zostałam po aryjskiej stronie. Dzięki bratu męża, który specjalnie po to zatrudnił się w getcie, udało mi się ich odnaleźć. W grudniu 1942 roku wysłałam przez niego 300 złotych i dostałam od Franki list: »Droga i kochana Gino! Chyba Pan Bóg cię natchnął, że przysłałaś te 300 złotych. Pan, który przyniósł te pieniądze, zastał nas w bramie, na łóżkach - gospodarz, chociaż Żyd, usunął nas z mieszkania, bo za trzy miesiące nie mogliśmy zapłacić. A teraz jeszcze starczyło nam na pół chleba. Niech Ci Pan Bóg da życie. Babcia jest umierająca i przekazuje, że nie masz już żadnej klątwy, że ona Ciebie i Twojego synka błogosławi i modli się, żebyście doczekali lepszych czasów. Tatuś stoi przy balii i pierze naszą bieliznę w zimnej wodzie bez mydła. Robi to, bo my już nie jesteśmy w stanie. Dawidek umarł z głodu. Życzę Ci, żebyś doczekała lepszych czasów, a co z nami będzie, to możesz się domyślić. Nie podawaj nam swego adresu«. Czytałam i płakałam, i czytałam, i uczyłam się na pamięć, bo wiedziałam, że nadejdzie taka chwila, kiedy będę musiała ten list zniszczyć. Raz zapukali do nas sąsiedzi: »Czy pani pozwoli, że popatrzymy przez okno, jak się Żydzi palą w getcie?« Bardzo się wystraszyłam, bo przecież ich okna wychodziły na tę samą stronę co nasze. Zaraz ten list od Franki do pieca wrzuciłam, i jeszcze medalion złoty od mamy z jej zdjęciem w ogrodzie z 1907 roku (tego to do dziś żałuję, bo tam nie było żadnego napisu w jidysz i ten medalion by mnie nie zdradził, ale straciłam głowę). Wróciłam do pokoju, a tam ożywione rozmowy: »O, jak się palą! Pejsy im się smażą! A pani co na to, pani Gnoińska? Nie uważa pani, że to dobrze, że Hitler wykańcza Żydów?« Już chciałam się śmiać razem z nimi, ale stanął mi przed oczyma ojciec piorący bieliznę i usłyszałam: »Ty tego nie powiesz, moja córko«. I powiedziałam: »Nie, panie Budrewicz, nie będę się śmiać, bo nie ma z czego. Jak skończą z nimi, to samo zrobią z nami, Polakami«. »Oni naszą krew pili, chleb darmo jedli, a pani jest za nimi?« Byłam pewna, że zaprowadzą mnie na policję. Pomyślałam: »Nie zginę tak, w ogóle się nie broniąc«. I stanęłam koło pieca, żeby w razie czego chwycić za pogrzebacz. Jakoś w końcu wyszli. Potem jeszcze inny sąsiad przyszedł z gadką, że mam nos żydowski (choć sam miał taki nos od picia wódki, że nie daj Boże), a to koledzy z podwórka mówili mojemu pięcioletniemu synkowi, że jest Żydem. W końcu przyszedł policjant przepytywać mnie z życiorysu. Musieliśmy się wyprowadzić. Wszyscy - babcia, mama, ojciec, Franka z mężem i córeczką Gieniusią, Ninka i Wolf - zginęli na Majdanku. Z całej rodziny, z 20 wnucząt dziadka Odonera, przeżyłam ja i mój kuzyn Karol, który był na Kołymie. Po wojnie dowiedziałam się, że Gieniusia była śliczną blondyneczką. Jak oni się przeprowadzali do getta, miała cztery lata i sąsiedzi z bramy, Polacy, chcieli ją wziąć do siebie. Gieniusia była u nich kilka dni, ale cały czas płakała. Wtedy przyszła po nią moja siostra, też zapłakana, i zabrała ją do getta Fryda (Franka) z domu Fajgenbaum i Samuel Grinberg, dwudziestolecie międzywojenne, Warszawa. Fryda z domu Fajgenbaum - córka Israela Lejba Fajgenbauma z Warszawy i Lei z Odonerów Fajgenbaum. Siostra Giny Miriam (Eugenia Gnoińska), Noemi (Niny), Dawida i Wolfa. Mówiło się na nią Franka, chociaż naprawdę miała na imię Fryda (Frajda), co po żydowsku znaczy »radość«. Dostała takie imię dlatego, że była pierwszym dzieckiem w rodzinie. Jej siostra Noemi była uzdolniona muzycznie, śpiewała sopranem koloraturowym. Ojciec Frydy miał wyższe wykształcenie religijne, skończył słynną jesziwę w Łomży. Pisał artykuły do hebrajskiej gazety "Hacefira" podpisując się Eic Tanew. Kiedy miał założyć rodzinę, otworzył sklep z wyrobami skórzanymi przy ul. Targowej 41. Wesele rodziców Frydy i Eugenii odbyło się w restauracji ich dziadka Eliasza Odonera na warszawskiej Pradze, na rogu Wrzesińskiej i Brukowej. Trwało trzy dni i trzy noce. Chociaż sklep Israela Fajgenbauma znajdował się w dobrym punkcie, nie przynosił wielkiego dochodu, ponieważ ojciec Frydy należał do charytatywnego stowarzyszenia Linas Hacedek, które miało na Ząbkowskiej 15a bezpłatną przychodnię dla biednych i tam się aktywnie udzielał. W czasie wojny cała rodzina Fajgenbaumów trafiła do getta, oprócz Eugenii Gnoińskiej, która została po aryjskiej stronie, ponieważ zaszła w ciążę z Polakiem i wzięła z nim ślub. Z tego powodu rodzina ją wyklęła i nie mogła uczestniczyć w ślubie Frydy. Brat męża Eugenii specjalnie zatrudnił się w getcie, aby mieć kontakt z rodziną Fajgenbaumów. W grudniu 1942 roku Eugenia wysłała przez niego 300 złotych rodzicom i siostrze, a w odpowiedzi dostała od Franki list następującej treści: "Droga i kochana Gino! Chyba Pan Bóg cię natchnął, że przysłałaś te 300 złotych. Pan, który przyniósł te pieniądze, zastał nas w bramie, na łóżkach - gospodarz, chociaż Żyd, usunął nas z mieszkania, bo za trzy miesiące nie mogliśmy zapłacić. A teraz jeszcze starczyło nam na pół chleba. Niech Ci Pan Bóg da życie. Babcia jest umierająca i przekazuje, że nie masz już żadnej klątwy, że ona Ciebie i Twojego synka błogosławi i modli się, żebyście doczekali lepszych czasów. Tatuś stoi przy balii i pierze naszą bieliznę w zimnej wodzie bez mydła. Robi to, bo my już nie jesteśmy w stanie. Dawidek umarł z głodu. Życzę Ci, żebyś doczekała lepszych czasów, a co z nami będzie, to możesz się domyślić. Nie podawaj nam swego adresu". Po wojnie Eugenia dowiedziała się, że Gieniusia, córka Frydy, była śliczną blondynką. Kiedy Fryda z mężem przeprowadzała się do getta, mała Gienia miała cztery lata i sąsiedzi z bramy, Polacy, chcieli ją wziąć do siebie. Gieniusia była u nich kilka dni, ale cały czas płakała. Wtedy przyszła po nią matka, też zapłakana, i zabrała ją do getta. Cała rodzina Fajgenbaumów – babcia Eugenii, mama, ojciec, Franka z Samuelem Grinbergiem i córeczką Gieniusią, Ninka i Wolf - zginęła na Majdanku. Spośród 20 wnucząt dziadka Odonera przeżyła tylko Eugenia i jej kuzyn Karol, który był na Kołymie. Skrót listu: „Foto 2) Siostra i zięć: Fryda z domu Fajgenbaum i Samuel Grinberg. Zginęli na Majdanku. 3) Matka- Lea z Odonerów Fajgenbaum, kupiec, właściciel sklepu ze skórą i przyborami szewskimi; Targowa 41; współpracownik „Hacwiry” i innych gazet. Wszyscy zginęli na Majdanku. Siostra Franciszka Gnoińska Janina (Jowita) w Podhajcach pod Lwowem ratowała dzieci żydowskie ukrywając je w klasztorze. Dzieci były kierowane z Warszawy klasztoru przy ul. Żelaznej- siostra przełożona Geppert. Na zdjęciach oprócz siostry Eugenii Gnoińskiej brat Franciszkanki Aleksander, drugi mąż Jakub Wasersztrum, działacz TSKŻ, Eugenia Halicka pochodzenia żydowskiego wstąpiła do Armii Radzieckiej. Koleżanka pani Eugenii. Polacy: Janina i Stefan Dębowski- ratowali Żydów. [..] Nie byłam na ślubie siostry. Nie mogłam, bo zaszłam w ciążę z Polakiem i rodzina mnie wyklęła. Ale Franka podobno płakała, że mnie nie ma. Mówiło się na nią Franka, chociaż naprawdę miała na imię Frajda, co po żydowsku znaczy »radość«. Dostała takie imię, dlatego, że była pierwszym dzieckiem w rodzinie. Następna byłam ja - Gina Miriam, potem Noemi, czyli Ninka (wspaniały sopran koloraturowy), Dawid i Wolf. Nasz ojciec Israel Lejb Fajgenbaum miał wyższe wykształcenie religijne, skończył słynną jesziwę w Łomży. Pisał artykuły do hebrajskiej gazety »Hacefira« podpisując się Eic Tanew. Kiedy jednak miał założyć rodzinę, otworzył sklep z wyrobami skórzanymi. Wesele rodziców odbyło się w restauracji dziadka Eliasza Odonera na Pradze, na rogu Wrzesińskiej i Brukowej. Trwało trzy dni i trzy noce. Sklep ojca był w dobrym punkcie - na Targowej 41. Ale wielkiego dochodu i tak z niego nie było, bo ojciec należał do charytatywnego stowarzyszenia Linas Hacedek, które miało na Ząbkowskiej 15a bezpłatną przychodnię dla biednych, i tam był stale zajęty. W czasie wojny cała moja rodzina poszła do getta. Tylko ja zostałam po aryjskiej stronie. Dzięki bratu męża, który specjalnie po to zatrudnił się w getcie, udało mi się ich odnaleźć. W grudniu 1942 roku wysłałam przez niego 300 złotych i dostałam od Franki list: »Droga i kochana Gino! Chyba Pan Bóg cię natchnął, że przysłałaś te 300 złotych. Pan, który przyniósł te pieniądze, zastał nas w bramie, na łóżkach - gospodarz, chociaż Żyd, usunął nas z mieszkania, bo za trzy miesiące nie mogliśmy zapłacić. A teraz jeszcze starczyło nam na pół chleba. Niech Ci Pan Bóg da życie. Babcia jest umierająca i przekazuje, że nie masz już żadnej klątwy, że ona Ciebie i Twojego synka błogosławi i modli się, żebyście doczekali lepszych czasów. Tatuś stoi przy balii i pierze naszą bieliznę w zimnej wodzie bez mydła. Robi to, bo my już nie jesteśmy w stanie. Dawidek umarł z głodu. Życzę Ci, żebyś doczekała lepszych czasów, a co z nami będzie, to możesz się domyślić. Nie podawaj nam swego adresu«. Czytałam i płakałam, i czytałam, i uczyłam się na pamięć, bo wiedziałam, że nadejdzie taka chwila, kiedy będę musiała ten list zniszczyć. Raz zapukali do nas sąsiedzi: »Czy pani pozwoli, że popatrzymy przez okno, jak się Żydzi palą w getcie?« Bardzo się wystraszyłam, bo przecież ich okna wychodziły na tę samą stronę co nasze. Zaraz ten list od Franki do pieca wrzuciłam, i jeszcze medalion złoty od mamy z jej zdjęciem w ogrodzie z 1907 roku (tego to do dziś żałuję, bo tam nie było żadnego napisu w jidysz i ten medalion by mnie nie zdradził, ale straciłam głowę). Wróciłam do pokoju, a tam ożywione rozmowy: »O, jak się palą! Pejsy im się smażą! A pani co na to, pani Gnoińska? Nie uważa pani, że to dobrze, że Hitler wykańcza Żydów?« Już chciałam się śmiać razem z nimi, ale stanął mi przed oczyma ojciec piorący bieliznę i usłyszałam: »Ty tego nie powiesz, moja córko«. I powiedziałam: »Nie, panie Budrewicz, nie będę się śmiać, bo nie ma z czego. Jak skończą z nimi, to samo zrobią z nami, Polakami«. »Oni naszą krew pili, chleb darmo jedli, a pani jest za nimi?« Byłam pewna, że zaprowadzą mnie na policję. Pomyślałam: »Nie zginę tak, w ogóle się nie broniąc«. I stanęłam koło pieca, żeby w razie czego chwycić za pogrzebacz. Jakoś w końcu wyszli. Potem jeszcze inny sąsiad przyszedł z gadką, że mam nos żydowski (choć sam miał taki nos od picia wódki, że nie daj Boże), a to koledzy z podwórka mówili mojemu pięcioletniemu synkowi, że jest Żydem. W końcu przyszedł policjant przepytywać mnie z życiorysu. Musieliśmy się wyprowadzić. Wszyscy - babcia, mama, ojciec, Franka z mężem i córeczką Gieniusią, Ninka i Wolf - zginęli na Majdanku. Z całej rodziny, z 20 wnucząt dziadka Odonera, przeżyłam ja i mój kuzyn Karol, który był na Kołymie. Po wojnie dowiedziałam się, że Gieniusia była śliczną blondyneczką. Jak oni się przeprowadzali do getta, miała cztery lata i sąsiedzi z bramy, Polacy, chcieli ją wziąć do siebie. Gieniusia była u nich kilka dni, ale cały czas płakała. Wtedy przyszła po nią moja siostra, też zapłakana, i zabrała ją do getta." Wedding photograph of Frajda Fajgenbaum and Samuel Grinberg, Warsaw, September 22, 1935. They called her Franka, even though her real name was Frajda, which means joy. She got that name because she was the firstborn. Next was me, Gina Miriam, then Noemi - that is, Ninka (a very fine coloratura soprano), then Dawid and Wolf. Our father, Israel Lejb Fajgenbaum, had studied religion, and graduated from the famous yeshiva in Lomza. He wrote articles for the Hebrew newspaper Hacefirao under the name Eic Tanew. "But when it was time to start a family he opened a leather goods store. My parents' wedding took place at the restaurant my grandfather, Eliasz Odoner, ran in the Praga district at the corner of Wrzesinska and Brukowa Streets. The wedding lasted three days and three nights. My father's store was in a good location, at Targowa 41. But he didn't make much money from it, because he belonged to the Linas Hacedek charitable organization. At Zabkowska 15a they maintained a free clinic for the poor, and my father was always busy there. "During the War my whole family went to the Ghetto - only I remained on the Aryan side. I managed to find them thanks to my husband's brother, who got himself hired to work in the Ghetto especially for that purpose. In December 1942 1 sent them though him 300 zloty and I got a letter from Franka: Dear and beloved Gina, I think that the Lord himself must have inspired you to send us this 300 zloty. The man who brought us the money found us in the archway of the building, on our beds. The landlord - although he too is a Jew - evicted us, since we haven't been able to pay the rent for three months. And now we've paid up, and even have some left over for half a loaf of bread. May God grant to life. Grandmother is dying and says to tell you that you are no longer cursed. She gives you and your son her blessing and prays that you live to see better days. Dad stands by the washtub and washes our things in cold water without soap. He is doing it because the rest of us are too weak. Little Dawid has died of hunger. I hope that you five to see better days. As for us, you can guess. Don't send your address. I read it and I cried and cried. I memorized it, because I knew there would come a time when I would have to destroy the letter. Once the neighbors came by and asked, Would you let us look out your window, so we can watch the Jews burning in the Ghetto? But the windows in their apartment faced the same side. I was terrified. Right away I threw Franka's letter into the stove, along with a gold locket from Mama, which had a picture of her in the garden from 1907. (To this day I regret doing it - the locket wouldn't have given me away, since there was no Yiddish inscription, but I had lost my head.) I went back to the room, and their conversation livened up: Wow, look at them burn! Their side-curls are sizzling now! And what do you think, Mrs. Gnoinska? You don't think it's good that Hitler is exterminating the Jews? By then, I wanted to laugh along with them, but in my mind's eye I saw my father doing the laundry and I heard: You won't admit it, my girl? And I said, No, Mr. Budrewicz, I'm not going to laugh, because there's nothing to laugh at. When they finish with the Jews, they'll do the same to us Poles. The Jews drank our blood and ate our bread for free, and you're on their side? I was sure that they'd take to the police. I won't die that way without defending rnyself, I thought, and I stood by the stove so I could grab the poker. They finally left. "Then another neighbor dropped in to tell me that I had a Jewish nose (though his was much the same - he got his from drinking vodka like I don't know what), and then neighbors from the courtyard told my five-year-old son that he was a Jew. In the end, a policeman came by to ask me about my background. We had to move out. "All of them - my grandmother, mother, father, Franka and her husband and daughter Gieniusia, and Ninka and Wolf - were killed at Majdanek. Out of my grandfather Odoner's twenty grandchildren, the only survivors were me and my cousin Karol, who was at Kolyma. After the War I found out that when Gieniusia. was four, when they moved to the Ghetto, she was a pretty little blonde. The neighbors from the entranceway, Poles, wanted to take her in. Gieniusia was with them for a few days, but she cried the whole time. My sister then came for her, also crying, and took her to the Ghetto." As told by Eugenia Gnoinska of Warsaw

Słowa kluczowe

Dwudziestolecie międzywojenne, Getto, Holokaust, II wojna światowa, Kobieta, Mężczyzna, Obóz, Rodzina, Uroczystość, Zdjęcie ślubne

Osoby na zdjęciu

Fryda Fajgenbaum, Samuel Grinberg, Fryda Grinberg

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0027_0001
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Rok: 1935
Miasto: Warszawa
Darczyńca: Eugenia Gnoińska
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X