Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Przedwojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Eugenia Halicka, data wykonania fotografii nieznana, na odwrocie dedykacja po rosyjsku „Drogim przyjaciołom, Genia Marderówna, 2 XII 1934”. Eugenia Halicka z d. Marderówna była koleżanką Eugenii Gnoińskiej. Miała pochodzenie żydowskie, wstąpiła do Armii Czerwonej. Eugenia Gnoińska - córka Israela Lejba Fajgenbauma z Warszawy i Lei z Odonerów Fajgenbaum. Siostra Frydy (Frajda, Franka), Noemi (Niny), Dawida i Wolfa. Jej siostra Noemi była uzdolniona muzycznie, śpiewała sopranem koloraturowym. Ojciec Giny miał wyższe wykształcenie religijne, skończył słynną jesziwę w Łomży. Pisał artykuły do hebrajskiej gazety »Hacefira« podpisując się Eic Tanew. Kiedy jednak miał założyć rodzinę, otworzył sklep z wyrobami skórzanymi przy ul. Targowej 41. Wesele rodziców odbyło się w restauracji ich dziadka Eliasza Odonera na Pradze, na rogu Wrzesińskiej i Brukowej. Trwało trzy dni i trzy noce. Chociaż sklep Fajgenbauma znajdował się w dobrym punkcie, nie przynosił wielkiego dochodu, ponieważ Israel Lejb należał do charytatywnego stowarzyszenia Linas Hacedek, które miało na Ząbkowskiej 15a bezpłatną przychodnię dla biednych i tam się aktywnie udzielał. W czasie wojny cała rodzina Fajgenbaumów trafiła do getta, oprócz Eugenii Gnoińskiej, która została po aryjskiej stronie, ponieważ zaszła w ciążę z Polakiem i wzięła z nim ślub. Z tego powodu rodzina ją wyklęła i nie mogła uczestniczyć w ślubie Frydy. Brat męża Eugenii specjalnie zatrudnił się w getcie, aby mieć kontakt z rodziną Fajgenbaumów. W grudniu 1942 roku Eugenia wysłała przez niego 300 złotych rodzicom i siostrze, a w odpowiedzi dostała od Franki list następującej treści: "Droga i kochana Gino! Chyba Pan Bóg cię natchnął, że przysłałaś te 300 złotych. Pan, który przyniósł te pieniądze, zastał nas w bramie, na łóżkach - gospodarz, chociaż Żyd, usunął nas z mieszkania, bo za trzy miesiące nie mogliśmy zapłacić. A teraz jeszcze starczyło nam na pół chleba. Niech Ci Pan Bóg da życie. Babcia jest umierająca i przekazuje, że nie masz już żadnej klątwy, że ona Ciebie i Twojego synka błogosławi i modli się, żebyście doczekali lepszych czasów. Tatuś stoi przy balii i pierze naszą bieliznę w zimnej wodzie bez mydła. Robi to, bo my już nie jesteśmy w stanie. Dawidek umarł z głodu. Życzę Ci, żebyś doczekała lepszych czasów, a co z nami będzie, to możesz się domyślić. Nie podawaj nam swego adresu". Po wojnie Eugenia dowiedziała się, że Gieniusia, córka Frydy, była śliczną blondynką. Kiedy Fryda z mężem przeprowadzała się do getta, mała Gienia miała cztery lata i sąsiedzi z bramy, Polacy, chcieli ją wziąć do siebie. Gieniusia była u nich kilka dni, ale cały czas płakała. Wtedy przyszła po nią matka, też zapłakana, i zabrała ją do getta. Cała rodzina Fajgenbaumów – babcia Eugenii, mama, ojciec, Franka z Samuelem Grinbergiem i córeczką Gieniusią, Ninka i Wolf - zginęła na Majdanku. Spośród 20 wnucząt dziadka Odonera przeżyła tylko Eugenia i jej kuzyn Karol, który był na Kołymie. Skrót listu: „Foto 2) Siostra i zięć: Fryda z domu Fajgenbaum i Samuel Grinberg. Zginęli na Majdanku. 3) Matka- Lea z Odonerów Fajgenbaum, kupiec, właściciel sklepu ze skórą i przyborami szewskimi; Targowa 41; współpracownik „Hacwiry” i innych gazet. Wszyscy zginęli na Majdanku. Siostra Franciszka Gnoińska Janina (Jowita) w Podhajcach pod Lwowem ratowała dzieci żydowskie ukrywając je w klasztorze. Dzieci były kierowane z Warszawy klasztoru przy ul. Żelaznej- siostra przełożona Geppert. Na zdjęciach oprócz siostry Eugenii Gnoińskiej brat Franciszkanki Aleksander, drugi mąż Jakub Wasersztrum, działacz TSKŻ, Eugenia Halicka pochodzenia żydowskiego wstąpiła do Armii Radzieckiej. Koleżanka pani Eugenii. Polacy: Janina i Stefan Dębowski- ratowali Żydów. [..] Nie byłam na ślubie siostry. Nie mogłam, bo zaszłam w ciążę z Polakiem i rodzina mnie wyklęła. Ale Franka podobno płakała, że mnie nie ma. Mówiło się na nią Franka, chociaż naprawdę miała na imię Frajda, co po żydowsku znaczy »radość«. Dostała takie imię, dlatego, że była pierwszym dzieckiem w rodzinie. Następna byłam ja - Gina Miriam, potem Noemi, czyli Ninka (wspaniały sopran koloraturowy), Dawid i Wolf. Nasz ojciec Israel Lejb Fajgenbaum miał wyższe wykształcenie religijne, skończył słynną jesziwę w Łomży. Pisał artykuły do hebrajskiej gazety »Hacefira« podpisując się Eic Tanew. Kiedy jednak miał założyć rodzinę, otworzył sklep z wyrobami skórzanymi. Wesele rodziców odbyło się w restauracji dziadka Eliasza Odonera na Pradze, na rogu Wrzesińskiej i Brukowej. Trwało trzy dni i trzy noce. Sklep ojca był w dobrym punkcie - na Targowej 41. Ale wielkiego dochodu i tak z niego nie było, bo ojciec należał do charytatywnego stowarzyszenia Linas Hacedek, które miało na Ząbkowskiej 15a bezpłatną przychodnię dla biednych, i tam był stale zajęty. W czasie wojny cała moja rodzina poszła do getta. Tylko ja zostałam po aryjskiej stronie. Dzięki bratu męża, który specjalnie po to zatrudnił się w getcie, udało mi się ich odnaleźć. W grudniu 1942 roku wysłałam przez niego 300 złotych i dostałam od Franki list: »Droga i kochana Gino! Chyba Pan Bóg cię natchnął, że przysłałaś te 300 złotych. Pan, który przyniósł te pieniądze, zastał nas w bramie, na łóżkach - gospodarz, chociaż Żyd, usunął nas z mieszkania, bo za trzy miesiące nie mogliśmy zapłacić. A teraz jeszcze starczyło nam na pół chleba. Niech Ci Pan Bóg da życie. Babcia jest umierająca i przekazuje, że nie masz już żadnej klątwy, że ona Ciebie i Twojego synka błogosławi i modli się, żebyście doczekali lepszych czasów. Tatuś stoi przy balii i pierze naszą bieliznę w zimnej wodzie bez mydła. Robi to, bo my już nie jesteśmy w stanie. Dawidek umarł z głodu. Życzę Ci, żebyś doczekała lepszych czasów, a co z nami będzie, to możesz się domyślić. Nie podawaj nam swego adresu«. Czytałam i płakałam, i czytałam, i uczyłam się na pamięć, bo wiedziałam, że nadejdzie taka chwila, kiedy będę musiała ten list zniszczyć. Raz zapukali do nas sąsiedzi: »Czy pani pozwoli, że popatrzymy przez okno, jak się Żydzi palą w getcie?« Bardzo się wystraszyłam, bo przecież ich okna wychodziły na tę samą stronę co nasze. Zaraz ten list od Franki do pieca wrzuciłam, i jeszcze medalion złoty od mamy z jej zdjęciem w ogrodzie z 1907 roku (tego to do dziś żałuję, bo tam nie było żadnego napisu w jidysz i ten medalion by mnie nie zdradził, ale straciłam głowę). Wróciłam do pokoju, a tam ożywione rozmowy: »O, jak się palą! Pejsy im się smażą! A pani co na to, pani Gnoińska? Nie uważa pani, że to dobrze, że Hitler wykańcza Żydów?« Już chciałam się śmiać razem z nimi, ale stanął mi przed oczyma ojciec piorący bieliznę i usłyszałam: »Ty tego nie powiesz, moja córko«. I powiedziałam: »Nie, panie Budrewicz, nie będę się śmiać, bo nie ma z czego. Jak skończą z nimi, to samo zrobią z nami, Polakami«. »Oni naszą krew pili, chleb darmo jedli, a pani jest za nimi?« Byłam pewna, że zaprowadzą mnie na policję. Pomyślałam: »Nie zginę tak, w ogóle się nie broniąc«. I stanęłam koło pieca, żeby w razie czego chwycić za pogrzebacz. Jakoś w końcu wyszli. Potem jeszcze inny sąsiad przyszedł z gadką, że mam nos żydowski (choć sam miał taki nos od picia wódki, że nie daj Boże), a to koledzy z podwórka mówili mojemu pięcioletniemu synkowi, że jest Żydem. W końcu przyszedł policjant przepytywać mnie z życiorysu. Musieliśmy się wyprowadzić. Wszyscy - babcia, mama, ojciec, Franka z mężem i córeczką Gieniusią, Ninka i Wolf - zginęli na Majdanku. Z całej rodziny, z 20 wnucząt dziadka Odonera, przeżyłam ja i mój kuzyn Karol, który był na Kołymie. Po wojnie dowiedziałam się, że Gieniusia była śliczną blondyneczką. Jak oni się przeprowadzali do getta, miała cztery lata i sąsiedzi z bramy, Polacy, chcieli ją wziąć do siebie. Gieniusia była u nich kilka dni, ale cały czas płakała. Wtedy przyszła po nią moja siostra, też zapłakana, i zabrała ją do getta."

Słowa kluczowe

Dwudziestolecie międzywojenne, Kobieta, Wojsko, Życie polityczne

Osoby na zdjęciu

Eugenia Halicka, Eugenia Marderówna

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0027_0006
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Rok: 12/2/1934
Miasto: Warszawa
Darczyńca: Eugenia Gnoińska
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X