Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Przedwojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Herszek Grynberg lat 5-6 oraz Mirka Jach lat 4-5, Łódź, podwórko przy ul. Św. Andrzeja 28. Zdjęcie wykonane między rokiem 1928 a 1930. Herszek Grynberg, urodził się w 1924 r., był synem Abrama Grynberga, bratem Loni Grynberg. Przed wojną mieszkał w kamienicy na ul. Św. Andrzeja 28, gdzie rodzice jego i Loni prowadzili sklep. Herszek pochodził z bardzo religijnej rodziny, uczył się w chederze. Ojciec Abram wyjechał na Wschód w poszukiwaniu nowego miejsca do życia dla rodziny, jednak nigdy z tej podróży nie wrócił. Pani Grynberg wraz z dziećmi znalazła się w getcie. Prawdopodobnie wszyscy zginęli. Mira Jach (obecnie Szymańska) urodziła się w 1925 roku w Łodzi. Mieszkała w tej samej kamienicy, co rodzina Grynbergów i Ringortów, pod adresem Św. Andrzeja 28, przyjaźniła się z rodzeństwem Grynbergów, zwłaszcza ze starszą Lonią. W czasie okupacji pomagała Loni handlować m. in. skarpetkami i pończochami. Przeżyła wojnę. Skrót listu: „(…) przesyłam 4 zdjęcia plus 1. Zdjęcia dotyczą rodziny Grynbergów, (…) braci Ringortów, (…) Róży Nygus. (…) Przed wojną mieszkałam od urodzenia (1925 r.) aż do wyzwolenia od okupacji niemieckiej w Łodzi, w kamienicy przy ul. Św. Andrzeja 28 jako Mirka Jach. Gdzieś do r. 1934 lokatorami byli Żydzi, Niemcy i Polacy, a później Żydzi i Polacy. Żydzi prowadzili sklep spożywczy, krawiectwo – na parterze, na wyższych piętrach mieszkali prawnicy, lekarze. Moja matka wdowa prowadziła warsztat cholewkarski na parterze. Dzieci z uboższych rodzin całe dni bawiły się na podwórku – studni. Rodzina Grynbergów bardzo religijna miała dwoje dzieci: Herszka (w moim wieku – zdjęcie nr 1) i Lonię – Łaję starszą ode mnie o 2 – 3 lata. (…) Z Herszkiem bawiłam się przez pewien czas ( raz zjedliśmy wykradzioną kiełbasę i był z tego wielki szum – obydwoje zostaliśmy ukarani), aż do Jego pójścia do chederu. Najlepszą moją przyjaciółką była Lonia (zdjęcie nr 2 i 3), dużo czytała i nie przestrzegała przepisów religijnych. Miałyśmy swoich ulubionych autorów, gwiazdorów filmowych. Książki wypożyczałyśmy w okropnie brudnej wypożyczalni i w Klubie Żydowskim przy ul. 6-go Sierpnia, gdzie uprzejme panie pożyczały nam nawet niedozwolone książki np. „Płeć i charakter” Weiningera, po której przeczytaniu męczył nas brak duszy u kobiet. Po wkroczeniu Niemców cała rodzina Grynbergów została ścieśniona do jednego pomieszczenia – dozorcówki, zabrano im sklep. Ojciec Abram wyjechał na wschód wraz z krewnymi szukać możliwości życia, nie powrócił [już] do rodziny. Lonia handlowała, wykupując przy mojej pomocy różne rzeczy w sklepach niemieckich np. skarpetki, pończochy itp. Po przeprowadzce do getta widywałyśmy się, dopóki było można. Po wyzwoleniu nie spotkałam nikogo z rodziny Grynbergów. Zaprzyjaźnioną rodziną byli również Ringortowie – zamożni, nowocześni (ojciec był prawnikiem), mieli 3 synów. O najstarszym mało wiem – był studentem, rudy, wysoki, lewicujący, uciekł na wschód, pewnie zginął. Średni syn Artur (…) był uczniem Gimnazjum Męskiego, bardzo przeżywał szykany ze strony Niemców. Chciał sobie odebrać życie, po tym jak Niemcy wywlekli Jego ojca na boso do zasypywania dołów gołymi rękami. Artur w łapance w pociągu do Częstochowy został wywieziony na roboty do Niemiec (pewnie miał „lewe” papiery i był blondynem). Tuż po wyzwoleniu spotkałam go na ulicy. Najmłodszy Kuba (…) – wysoki, rudy, moja sympatia, poszedł z rodzicami do getta. Odwiedzałam go, póki było można. Mieszkali w małej klitce, przerażeni sąsiadami „starozakonnymi”, nie rozumieli w jidysz. Kuba trzymał się z dziewczyną nazwiskiem Simonowicz. Tuż po wojnie dostałam list od Kuby ze Szwecji z sanatorium. Był w Oświęcimiu, rodzice zginęli, a on poszukiwał braci. Mogłam go poinformować o Arturze. Obydwaj znaleźli się w Szwecji, ale korespondencja z Kubą została przerwana. (…) W r. 1948 po śmierci matki przebywałam w sanatorium w Tuszynku pod Łodzią, gdzie poznałam Różę Nygus (…). Róża po obozie w Jugosławii? została przysłana do sanatorium przez Stowarzyszenie Opieki nas Żydami? Później okazało się, że była chora na gruźlicę jelit i w ciężkim stanie, z silnymi bólami przewieziono Ją do szpitala w Łodzi ( im. Sterlinga?). Opiekowała się Różą pracująca społecznie Pani – pianistka czy skrzypaczka ze Stowarzyszenia, wkrótce i ona zmarła. Różę odwiedziłam w szpitalu, bardzo cierpiała. 2 operacje, następnie skręt kiszek, ale nie traciła nadziei, mówiła, że ma dobrą opiekę i dostanie streptomycynę. (…)”

Słowa kluczowe

Dwudziestolecie międzywojenne, Dziecko, Rodzina, Życie codzienne

Osoby na zdjęciu

Herszek Grynberg, Mira Szymańska, Mira Jach

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0360_0001
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Rok: 1928-1930
Miasto: Łódź
Darczyńca: Mira Szymańska
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X