Przeglądaj

Niezidentyfikowane


Przegladaj
 

Tytuł tematu

Przedwojenne zdjęcia Żydów polskich

Powiększ

Opis

Lonia Grynberg lat 13-14 oraz Mira Jach lat 11-12, Łódź, zdjęcie wykonane między rokiem 1935 a 1937. Lonia Grynberg - ur. 1922-1923, przed wojną mieszkała w Łodzi na ulicy Św. Andrzeja 28. Pochodziła z bardzo religijnej rodziny; rodzice prowadzili sklep. Miała młodszego brata – Herszka oraz przyjaźniła się z Mirką Jach, polską dziewczynką mieszkającą w tej samej kamienicy. Wg wspomnień przyjaciółki Lonia była dziewczynką inteligentną, lubiącą książki oraz krytycznie nastawioną do tradycji („nie przestrzegała przepisów religijnych"). Niemcy odebrali Grynbergom sklep oraz zmusili całą rodzinę do zamieszkania w jednym pokoju – dozorcówce. Ojciec Loni, Abram Grynberg, wyjechał na Wschód, w poszukiwaniu innego miejsca do życia, jednak nigdy nie powrócił do żony i dzieci. W czasie okupacji Lonia przy pomocy Mirki zajmowała się handlem. Podczas pobytu w getcie dziewczynki starały się utrzymać kontakt, na ile to było możliwe. Po zakończeniu wojny już się nie spotkały. Bardzo prawdopodobne, że Lonia zginęła w getcie lub podczas jego likwidacji. Mira Jach (obecnie Szymańska) urodziła się w 1925 roku w Łodzi. Mieszkała w tej samej kamienicy, co rodzina Grynbergów i Ringortów, pod adresem Św. Andrzeja 28, przyjaźniła się z rodzeństwem Grynbergów, zwłaszcza ze starszą Lonią. W czasie okupacji pomagała Loni handlować m. in. skarpetkami i pończochami. Przeżyła wojnę. Skrót listu: „(…) przesyłam 4 zdjęcia plus 1. Zdjęcia dotyczą rodziny Grynbergów, (…) braci Ringortów, (…) Róży Nygus. (…) Przed wojną mieszkałam od urodzenia (1925 r.) aż do wyzwolenia od okupacji niemieckiej w Łodzi, w kamienicy przy ul. Św. Andrzeja 28 jako Mirka Jach. Gdzieś do r. 1934 lokatorami byli Żydzi, Niemcy i Polacy, a później Żydzi i Polacy. Żydzi prowadzili sklep spożywczy, krawiectwo – na parterze, na wyższych piętrach mieszkali prawnicy, lekarze. Moja matka wdowa prowadziła warsztat cholewkarski na parterze. Dzieci z uboższych rodzin całe dni bawiły się na podwórku – studni. Rodzina Grynbergów bardzo religijna miała dwoje dzieci: Herszka (w moim wieku – zdjęcie nr 1) i Lonię – Łaję starszą ode mnie o 2 – 3 lata. (…) Z Herszkiem bawiłam się przez pewien czas ( raz zjedliśmy wykradzioną kiełbasę i był z tego wielki szum – obydwoje zostaliśmy ukarani), aż do Jego pójścia do chederu. Najlepszą moją przyjaciółką była Lonia (zdjęcie nr 2 i 3), dużo czytała i nie przestrzegała przepisów religijnych. Miałyśmy swoich ulubionych autorów, gwiazdorów filmowych. Książki wypożyczałyśmy w okropnie brudnej wypożyczalni i w Klubie Żydowskim przy ul. 6-go Sierpnia, gdzie uprzejme panie pożyczały nam nawet niedozwolone książki np. „Płeć i charakter” Weiningera, po której przeczytaniu męczył nas brak duszy u kobiet. Po wkroczeniu Niemców cała rodzina Grynbergów została ścieśniona do jednego pomieszczenia – dozorcówki, zabrano im sklep. Ojciec Abram wyjechał na wschód wraz z krewnymi szukać możliwości życia, nie powrócił [już] do rodziny. Lonia handlowała, wykupując przy mojej pomocy różne rzeczy w sklepach niemieckich np. skarpetki, pończochy itp. Po przeprowadzce do getta widywałyśmy się, dopóki było można. Po wyzwoleniu nie spotkałam nikogo z rodziny Grynbergów. Zaprzyjaźnioną rodziną byli również Ringortowie – zamożni, nowocześni (ojciec był prawnikiem), mieli 3 synów. O najstarszym mało wiem – był studentem, rudy, wysoki, lewicujący, uciekł na wschód, pewnie zginął. Średni syn Artur (…) był uczniem Gimnazjum Męskiego, bardzo przeżywał szykany ze strony Niemców. Chciał sobie odebrać życie, po tym jak Niemcy wywlekli Jego ojca na boso do zasypywania dołów gołymi rękami. Artur w łapance w pociągu do Częstochowy został wywieziony na roboty do Niemiec (pewnie miał „lewe” papiery i był blondynem). Tuż po wyzwoleniu spotkałam go na ulicy. Najmłodszy Kuba (…) – wysoki, rudy, moja sympatia, poszedł z rodzicami do getta. Odwiedzałam go, póki było można. Mieszkali w małej klitce, przerażeni sąsiadami „starozakonnymi”, nie rozumieli w jidysz. Kuba trzymał się z dziewczyną nazwiskiem Simonowicz. Tuż po wojnie dostałam list od Kuby ze Szwecji z sanatorium. Był w Oświęcimiu, rodzice zginęli, a on poszukiwał braci. Mogłam go poinformować o Arturze. Obydwaj znaleźli się w Szwecji, ale korespondencja z Kubą została przerwana. (…) W r. 1948 po śmierci matki przebywałam w sanatorium w Tuszynku pod Łodzią, gdzie poznałam Różę Nygus (…). Róża po obozie w Jugosławii? została przysłana do sanatorium przez Stowarzyszenie Opieki nas Żydami? Później okazało się, że była chora na gruźlicę jelit i w ciężkim stanie, z silnymi bólami przewieziono Ją do szpitala w Łodzi ( im. Sterlinga?). Opiekowała się Różą pracująca społecznie Pani – pianistka czy skrzypaczka ze Stowarzyszenia, wkrótce i ona zmarła. Różę odwiedziłam w szpitalu, bardzo cierpiała. 2 operacje, następnie skręt kiszek, ale nie traciła nadziei, mówiła, że ma dobrą opiekę i dostanie streptomycynę. (…)”

Słowa kluczowe

Dwudziestolecie międzywojenne, Dziecko, Rodzina, Życie codzienne

Osoby na zdjęciu

Mira Szymańska, Mira Jach, Lonia Grynberg

Znane informacje

Sygnatura zdjęcia: FS_1_0360_0002
Zespół: 1 – kolekcja „I ciągle widzę ich twarze”
Rok: 1935-1937
Miasto: Łódź
Darczyńca: Mira Szymańska
Prawa autorskie: Fundacja Shalom

Zdjęcia "dziś"

Brak zdjęć w galerii
 
Dodaj zdjęcie "Dziś"
 
 
Copyright © by Fundacja Shalom 2011
Projekt i realizacja: JMC.
Dofinansowano ze środków NInA

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X